TORQ Superior MTB Team Środa Wlkp. dla WOŚP!

WOŚP to impreza w Polsce tak znana, że nikomu nie trzeba nic tłumaczyć.
W tym roku także nasz klub wspiera coroczną akcję organizując zawody -
- oczywiście kolarskie. Trasa w Żerkowie jest znana i lubiana, zachęcam
więc do przekonania się, czy zimą także jest wyzwaniem dla zawodników.
Miejsce - Żerków, przy szkole na trawiastej polanie.
Start - o 10:30, w dniu ogólnopolskiej akcji, czyli 8 stycznia.
Wpisowe - wrzucamy tyle ile każdy chce do puszki z czerwonym serduszkiem.
Chcecie wiedzieć więcej? Wejdźcie na:
mtbsroda.pl/wiecej_zerkow

9. miejsce na finale Pucharu Czech - Bedrichov

Wrześniowe ściganie - no i jesienne ściganie w ogóle, bardzo mi się zawsze podobało. No,
muszę przyznać że podoba mi się nadal, chociaż cały sezon w tym roku szczególnie zbiera
żniwa i bardzo czuję go w nogach. Ale też zbiera żniwa przyjemne, bo nawet jeśli dzisiaj
pojechałam trochę gorzej niż na wcześniejszych Pucharach Czech, to dojechałam generalkę
na przyzwoitym, piątym miejscu. No i druga sprawa - technicznie czuję się o wiele pewniej
niż, na przykład, w maju. Paradoksalnie pomogło mi to tylko częściowo: trasa miała takie
fragmenty, że ani się nie obejrzałam, a już po czterech minutach wyścigu miałam za sobą
pierwszą glebę. Ale gleb dzisiaj nie brakowało - i to w każdej kategorii.

2. miejsce Powerade Suzuki MTB Marathon Międzygórze

Każdy równa swoje wyniki na zawodach do innych i do siebie. I gdy zawodnikowi jedzie się
świetnie, ale przyjeżdża daleko za rywalami, od których zwykle z formą nie odstaje, to
znaczy, że poszło cienko. A gdy jedzie się źle, to mimo dobrego miejsca względem innych
nie ma się pełnej satysfakcji po przejechaniu wyścigu. Więc też coś nie gra. A dzisiaj
zdarzyło się, że miałam miks tych "niedograń". Przez pierwszą godzinę nogi wcale nie
rwały się do jakiegokolwiek przyspieszania, potem trochę odpuściły, ale to nadal nie
było "to". Szybko muszę znaleźć winowajcę (a może paru?). Dobrze, że na mojej liście
"podejrzanych" nie ma zbyt wielu osób. No dobra, w sumie to jestem tylko ja sama ;P

32. miejsce na Mistrzostwach Świata MTB XCO w Champery (Szwajcaria)

I się stało. Nie miałam specjalnie nadziei, żeby stanąć na linii startu w tak wspaniałym
wyścigu w sezonie 2011. I to na tak - nie bójmy się tego napisać - trudnej trasie. Podchodząc
do Mistrzostw Świata bez presji, nie z taką formą jaką chciałam mieć (sama sobie winna :P),
pojechałam całkiem ciekawy wyścig. To, że skończył się dla mnie dość szybko (strefa
80% się kłania, moim zdaniem nawet trochę za bardzo sędziowie się przejęli i ściągnęli
mnie ciut za wcześnie) wcale nie znaczy, że nie jestem zadowolona. Pod górę nie szło mi
W OGÓLE, za to z większości technicznych zjazdów i prostych - tak, tutaj proste też były
techniczne - jestem zadowolona. Po tym starcie zapaliła się u mnie w głowie nowa lampka :)

2. miejsce Złota Wstęga - Złoty Stok

Sporo słyszałam o trasie Złotej Wstęgi, no, może nie o tym jak ona wygląda a raczej o tym,
że jest trudna. I dołączam się do tego też. Zwłaszcza, jak objeżdżałam ją w dzień zawodów,
w sobotę rano - po deszczowym piątku. To naprawdę wymagająca, ciekawa i zróżnicowana
runda. Jak ktoś chce sobie poćwiczyć i wytrzymałość i siłę i technikę - to niech leci na
Skalisko do Złotego Stoku! I do tego widok z góry, w dół urwiska, tuż przed ostatnim
zjazdem, robi wrażenie. Gdyby nie to, że kibice lekkiego życia na tych zawodach (z powodu
specyficznego usytuowania trasy) nie mają, napisałabym, że to trasa bardzo bliska ideału.
No, to chyba już zrozumieliście, że każdy polski kolarz XC powinien się tam pojawić? :P

19. miejsce w Pucharze Świata - Nove Mesto na Morave (Czechy)

Po dzisiejszych zawodach mogę odetchnąć z ulgą. Wierzcie mi, że ostatnie parę dni w mojej
głowie nie działo się nic dobrego i mobilizacja do jakiegokolwiek startu w ten weekend nie
szła mi nijak. Nawet objazd trasy w piątek wyszedł blado, i nie miałam zbyt przećwiczonych
zakrętów i niektórych fragmentów zjazdów, ale trasa i tak po sobotnim deszczu dość się
zmieniła. Plan na start miałam dość prosty z punktu widzenia typowego zawodnika, który
regularnie startuje w sezonie, ale dla mnie tym razem był wyzwaniem. Chciałam po prostu
walczyć (psycha) i nie mieć "tępych nóg" - jak przez ostatni tydzień. I po raczej
(jak na mnie) niestandardowym treningu w sobotę, zrobiłam dzisiaj to co chciałam.

25. miejsce na Mistrzostwach Europy - Dohnany (Słowacja)

Mistrzostwa Europy do byle jakich zawodów z pewnością nie należą i dla wielu kolarzy XC
są jedną z docelowych imprez w sezonie. Otwarcie przyznaję, że nie wiedziałam jak będzie
wyglądać mój poziom w tym roku i zimą z góry nie zakładałam startu w ME. Zamiast tego
nastawiłam się, po mieszance maratonów i XC, na etapówkę Sudety MTB Challenge, która
skończyła się zaledwie tydzień przed wyścigiem w Dohnanach. Dlatego na ME przyjechałam
przygotowana gorzej niż z marszu. I w pełni świadoma, że to raczej nie skończy się
cudownym wynikiem, byłam przekonana że jednak jakoś to będzie. Okazało się że "se tak ne da"
i nie popisałam się na wyścigu właściwie niczym. Teraz za to może być już tylko lepiej.

3. miejsce MTB Challenge - etap 2 - Kraliky/Stronie Śląskie

Jak obiecywałam sobie już w połowie wczorajszego etapu, tak zrobiłam dzisiaj. Czyli dzisiaj
SPOKOJNY etap. No, przynajmniej jeśli chodzi o tętno, nogi już trochę czuję, no i nie mam
już takiej dynamiki na podjazdach jak mam kiedy jadę zwykły, jednodniwy wyścig. Ale nie ma
się co dziwić! A jeśli chodzi o technikę, śliskości i niepewne ułożenia ciała względem
roweru na trasie, to nie był to ani trochę spokojny dzień. Zaczęło się niewinnie - parę
drzew do przeskoczenia na pierwszych kilometrach, a na następnych spokojny asfaltowy,
podjazd. Potem mokry zjazd, i już zaczęło trząść, i już koła zaczęły wpadać w głębokie
kałuże. Porównując z zeszłorocznym etapem Kraliky/Stronie, było i dłużej, i trudniej.